Jak zaznaczylem w ostatnim wpisie, zebralo nas chorobsko.Rano zwlekamy sie z lozka, lapiemy tuktuka i za 80 r. pedzimy co sil na pociag. Planowo wyjezdzamy 6.20, na stacji pojawiamy sie o 6-stej. Czekamy sobie w poczekalni okolo 4 godzin bo pociag sie troszke spoznil. Zadowoleni zeskim powietrzem zmrozeni na kostke lodu wtaczamy sie o 10 do wagonu! Na sniadanie w pociagu serwujemy sobie orzeszki nerkowca i ciasteczka kruche z czekalodowymi kosteczkami! Zadowoleni posilkiem, probujemy uszcesliwic sie bardziej odmrazajac sobie stopy wciskajac je pod swoje posladki. Podroz trwajaca 5 godzin mija niczym blyskawica. Pod stacja juz czeka na nas cwaniak ktory za 20 rupi zawiezie nas do hostelu, rozmrozi do konca czubki palcow i zaserwuje goracy czaj! taki nam robi dobrze ze dalsze zwiedzanie zostawiamy w jego kierownicy pieknego czerwonego jak ferari tuktuka. Za 4 stowy mamy calodzienny transport z pelnym dostepem do spalin i piekacego slonca!Dzisiaj udaje nam sie zobaczyc jedynie swiatynie malpiakow.Calkiem ciekawe miejsce z fajnym widokiem na panorame miasta. Z powodu wciaz nie najlepszego samopoczucia decydujemy sie na powrot do hotelu (royal aashiyana palace 500 r. + 250 za half day), prysznic i sniadanio-obiado-kolacje w jednym. Jutro dokonczymy zswiedzanie tego przeciakawego miasta. A po zwiedzaniu czeka na nas 8 godzinna podroz przez nocne czelusci do jeszcze piekniejszego Udajpuru. Ale o tym jutro!