O 6 rano juz jestesmy przygotowani do wyjazdu z Kuty.Kierowca oczywiscie sie spoznia ale to normalne. Pedzimy na polnoc Lomboku. Oczywiscie musimy sie zatrzymac w agencji kierowcy aby uregulowac czesc platnosci. Jestesmy przekonani ze jest to prowizja dla niego. Placimy 350.000 i ruszamy do sengigi. Potem kolejna przesiadka do jeepa i w milym towarzystwie angielsko-chinskiej pary jedziemy do senaru bazy pod wulkanem Rinjani. Dostajemy przyzwoity pokoj ale z 2 mieszkancami - ogromnymi pajakami. Rozprawiamy siez z nimi szybciutko. Mamy cale popoludnie dla relaksu. idziemy spacerkiem do 2 wodospadow. Oczywiscie na wejsciu ( 5.000 za os) dostajemy propozycje przewodnika ale z tego nie korzystamy. Pierwszy z wodospadow jest latwo dostepny, do drugie dochodzimy przez las i rzeke. Krople wody unosza sie tak daleko ze ciezko zrobic zdjecie. Lukasz nie moze sie opanowa i podchodzi blisko. Upada do wody wraz ze sprzetem. Troche wyglada to groznie ale na szczecie nic sie nie dzieje z aparatami. Wieczorem mamy spotkanie z przewodnikiem ktory omawia nam trase trekingu. Troche jestesmy zdziwieni bo okazuje sie ze mamy spedzic 2 noce w gorach bylismy przekonani ze 2 noce to sa wraz z pobytem w Senaru. Oczywiscie nam sie to podoba czyli cena ktora zaplacilismy byla korzystna.